środa, 3 czerwca 2015

Spóźniona opowieść

Co wczoraj był za dzień.. tak intensywny, że zapomniałam w końcu napisać posta. 

     Zacznijmy od tego, że mam autko, Fiat Seicento (tak wiem, szału nie ma ale przynajmniej jest MOJE <3), które nie do końca cały czas jest sprawne. W sumie ciągle coś w nim trzeszczy, piszczy itp, ale to chyba kwestia przyzwyczajenia.. Pewnego pięknego dnia postanowiłam że odwiedzę mój rodzinny dom na wsi, więc jadę i nagle zapaliła mi się kontrolka - a mama mówiła, że jak jakakolwiek się zaświeci od razu mam zatrzymać samochód. Tak też zrobiłam. Co się okazało, mój zbiornik na płyn chłodniczy był praktycznie pusty. I zaczęła się zabawa. Myślałam że skoro od pół roku nie myślałam o tym żeby sprawdzić jego stan to znaczy że po prostu płyn się skończył. Okey, poszłam na stacje, kupiłam dwa opakowania, napełniłam i wszystko gra. Po tygodniu znów pusty. Mechanik, ratuj. Cena naprawy 500zł. Telefon do właściciela auta. Załatwione, auto zostanie naprawione na jego koszt. Hura, pięć stów do przodu! Wczoraj w końcu auto odebrałam, ale nie mogło się obejść bez dziwnych problemów typu " Przepraszam, ale ja dopiero przyjechałem z nad morza i nie miałem czasu załatwić tej sprawy" bądź "Coś mi nagle wyskoczyło, umówmy się na następny dzień". Cały czas miałam przeczucie że już auta nie odzyskam albo coś z nim zrobią nie tak. Na szczęście wszystko gra póki co..

A dziś wyjeżdżam na kolejną wieś do ciotki do niedzieli z całą rodzinką a internetów tam brak. Także see ya!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz